Sylwia Hazboun / Syria

Zwyczaje chrześcijan Bliskiego Wschodu pod wieloma względami przypominają nasze polskie zwyczaje. Istnieją jednak również tradycje nieznane chrześcijanom Bliskiego Wschodu (np. uroczysta kolacja w Wigilię Bożego Narodzenia). Są również takie, których to my w Polsce nie znamy. Jednym z nich jest zwyczaj przebierania się za świętych, praktykowany przez dzieci, a czasem także przez dorosłe kobiety.

Każdy może indywidualnie podjąć decyzję, iż pragnie zbliżyć się do konkretnego świętego i poświęcić pewien czas na lepsze poznawanie go i modlitwę za jego wstawiennictwem. Dla chłopców patronem zazwyczaj jest św. Jerzy, św. Franciszek, św. Antoni, św. Szarbel lub św. Mikołaj. Dziewczęta zazwyczaj wybierają Najświętszą Maryję Pannę.

Jedną z osób, która zdecydowała się na przyjęcie tej tradycji jest 48-letnia Sorab – matka 4 dzieci, żona Ibrahima z Aleppo. Są rodziną korzystającą z programu Rodzina Rodzinie (na zdjęciu, 3 od lewej), która postanowiła poświęcić jeden rok na zbliżenie się do Najświętszej Maryi Panny poprzez pogłębioną modlitwę oraz przyjęcie symbolicznego stroju. Dziś ta rodzina pragnie podzielić się z nami swoją historią:

Nazywam się Sorab. Mój mąż Ibrahim ma 58 lat. Mamy 4 dzieci: 25-letnią córkę Batoul i 3 synów: 21-letniego Fadiego, 18-letniego Shadiego i 8-letniego Salema.

Przed wojną mój mąż pracował jako asystent inżyniera budowlanego. Zarabiał wystarczająco, by utrzymać całą rodzinę. Po wybuchu wojny stracił pracę. Od tamtej pory jedynie dorywczo dorabia (nie jest w stanie znaleźć stałej pracy), a nasza rodzina zależy od programów pomocowych w parafii.

Mieszkaliśmy kiedyś na starym mieście w Aleppo – wspomina Sorab – w tradycyjnym domu arabskim starego budownictwa. Wkrótce dzielnica miała stać się niebezpieczna, ale nie chcieliśmy opuszczać domu – był naszą własnością, a gdzie indziej musielibyśmy opłacać najem.

Pewnego dnia na dom spadł pocisk. Wszyscy w popłochu wybiegliśmy na ulicę niczego ze sobą nie zabierając. Wiedzieliśmy, że zazwyczaj wyrzucanych jest kilka pocisków pod rząd. Nie myliliśmy się. Na nasz dom spadło jeszcze siedem pocisków. Został niemal całkowicie zniszczony. Straciliśmy wszystko, co mieliśmy – sprzęty, odzież i całe wyposażenie. Zostały nam tylko ubrania, które mieliśmy na sobie. Nie mieliśmy nawet gdzie spać. Jeden z naszych przyjaciół udostępnił nam pomieszczenie w zakładzie pogrzebowym, gdzie zatrzymaliśmy się na kilka dni.

Po tym wszystkim rodzina stała się wyrzutkiem. Błąkali się z miasta do miasta pomieszkując w różnych miejscach. Korzystali z pomocy innych ludzi, jednak nikt nie był w stanie zbyt długo udostępniać darmowo mieszkania dla całej rodziny. Do dziś żyją z dnia na dzień korzystając z pomocy parafii. Ibrahim oraz jego dwaj starsi synowie korzystają z każdej oferty pracy, choćby jednodniowej.

W 2016 roku znów mieliśmy wypadek – opowiada Sorab. – Wraz z najmłodszym synem byłam na zakupach. Pocisk spadający na pobliskie budynki spowodował częściowe ich zawalenie. Odruchowo odepchnęłam syna, by nie spadły na niego gruzy budynku. Sama jednak zostałam ranna. Przygnieciona gruzami złamałam nogę oraz dostałam wstrząśnienie mózgu. Moje lewe oko zostało uszkodzone. Dopiero po wielu miesiącach odzyskałam częściowo wzrok.

Do dziś mały Salem cierpi na zaburzenia nerwowe spowodowane tamtym wydarzeniem. Rodzina stara się, by zapomniał wspomnienie o widoku mamy pod gruzami budynku, jednak nie stać ich na pomoc psychologa. Wojna wpłynęła również na pozostałe dzieci – najstarsza Batoul nie spełniła swoich marzeń o studiach – presja wojny oraz wysokie ceny uniemożliwiły jej spokojną naukę, a później pokrycie kosztów nauki na uniwersytecie. Nie chce jednak siedzieć bezczynnie – stara się uczestniczyć w kursach zawodowych, by móc znaleźć pracę i pomóc rodzinie w pokryciu kosztów życia. Fady i Shady studiują, nie zapominają jednak o ciągłym szukaniu choćby dorywczej pracy. Salem uczy się w szkole podstawowej, która zwolniła rodzinę z konieczności opłacania czesnego.

– Najtrudniejszą chwilą było jednak opuszczenie naszego domu – przyznaje Sorab. – Czułam się, jakby ktoś odebrał mi naszą przystań, jedyne, co mieliśmy. Od kiedy tylko wzięliśmy ślub, marzyliśmy o tym, by nasze dzieci dostały wszystko, co najlepsze, w tym dobrą edukację. Planowaliśmy przyszłość, mieliśmy cele. Dziś myślimy tylko o podstawowych potrzebach – jedzenie, mieszkanie, ubrania. Cała reszta to sfera poza naszym zasięgiem. Staramy się jednak docenić wszystko, co mamy. Postanowiłam przyjąć Maryję na moją szczególną patronkę na okres roku, aby spędzić więcej czasu na modlitwie o moją rodzinę. Wielu chrześcijan przechodzi prawdziwą próbę wiary widząc to całe cierpienie, jakie dotknęło Syrii. Rozumiem ich, gdyż sama również tego doświadczyłam. Chcę jednak mimo wszystko ufać Bogu. Nadzieja jest najważniejsza.